Zabawy tematyczne

Przez zabawy tematyczne, twórcze czy iluzyjne rozumie się zabawy, w których dziecko odgrywa jakąś rolę. W młodszym wieku – zabawy te mają charakter ściśle naśladowczy – dziecko naśladuje matkę podczas sprzątania, czy ojca podczas golenia. Z czasem, w miarę przybywania doświadczeń dzieciom i poszerzenia się ich wiadomości i zainteresowań światem otaczającym – zabawy te stają się coraz bardziej bogate, i to zarówno pod względem treści, jak i formy.

Dziecku nie wystarcza już rola ojca czy matki – wciela się w postać milicjanta, lekarza, fryzjera, kierowcy samochodowego, sprzedawczyni w sklepie, pielęgniarki robiącej zastrzyki itp. Bywa, że dzieci przyjmują też na siebie rolę zwierząt. Tematy do swych zabaw czerpią wprost z życia bądź też ze świata bajek, którymi karmią je dorośli, pobudzając nimi ich wyobraźnię i fantazję. Zarówno jedne, jak i drugie są bardzo cenne dla rozwoju dziecka: upraszczając zagadnienie, można by powiedzieć, że o ile tematy czerpane wprost z życia utrwalają pewne wiadomości realne nabywane przez dziecko w ciągu jego życia, o tyle przyjmowanie i odgrywanie przez siebie ról baśniowych wzbogaca jego wyobraźnię jakże użyteczną w przyszłym jego życiu. W istocie jednak jest jeszcze inaczej – zarówno bowiem odgrywanie ról wziętych z życia, jak i ról fantastycznych – uaktywnia mysi dziecka i podsyca jego działalność twórczą, bardzo ważną dla rozwoju jego osobowości. Dziecku bowiem w trakcie zabawy przychodzą coraz to nowe pomysły, które natychmiast zwykle realizuje w swej dalszej zabawie urozmaicając ją i wzbogacając w coraz to nowe elementy. Stąd często zabawa, która z początku miała charakter zabawy ściśle naśladowcze zamienia się w zabawę, w której coraz większą rolę zaczyna odgrywa wyobraźnia i myśl twórcza. W gruncie rzeczy chyba nie spotyka się dwóch jednakowych zabaw tematycznych u dzieci, w każdej z nich jest jakiś inny szczegół ważny, jakiś inny element wyeksponowany, inaczej przebiega akcja, nawet wówczas, kiedy do zabawy podsuwamy im podobny zestaw zabawek.

I tak np. Andrzej lat 4 i pół nie zwraca zupełnie uwagi na podane mu przeze mnie klocki i zabawki związane z gospodarstwem domowym, a od razu zaczyna organizować sobie z własnej inicjatywy zabawę w jazdę samochodem. Przy czym samochód ten – „zrobię sobie sam” – zapowiada i zabiera się do roboty odwracając do góry nogami stolik dziecinny. Na nim ustawia dwa krzesełka dziecinne, przed nim – krzesełko na kółkach, tylnymi kółkami sczepia je ze stolikiem. Siada na krzesełku na kółkach, ale za moment zaczyna się wyraźnie rozglądać za kierownicą. Spostrzega kółko od sersa zadowolony bierze je i zaczyna jazdę, posuwając się naprzód na krzesełku i kręcąc kółkiem jak kierownicą. Po chwili wstaje i bierze do siebie do auta – na tylne krzesełko misia: „choć tu synku” mówi do niego czule. Jedzie dalej, na skręcie jednak im wypada – Andrzej troskliwie go podnosi i sadowi znów na krzesełku w aucie – „chodź tu synku, jedziemy dalej”. Po pewnym czasie takiej jazdy wysiada z auta – „teraz ja napiszę mandat” – mówi poważnie i wziąwszy kawałek papieru udaje, że pisze. Widać z całego jego zachowania, że nie bardzo wie, co to jest mandat, jednak już się tym słowem posługuje łącząc je z jazdą. Następnie chowa papier za sweterek i z zadowoloną miną jedzie dalej z misiem autem własnej konstrukcji, na spacer dookoła pokoju.